|
|
Mysla ze sam to bydzie pasowac bo to koncek Histori...
_______________________________________________________
Jedenaście śląskich hitów, czyli najciekawsze mecze reprezentacji Górnego Śląska
Kadra Górnego Śląska gra jutro mecz z reprezentacją Polski. Od 1920 roku Ślązacy rozegrali mnóstwo wspaniałych meczów. Z okazji meczu w Chorzowie wybraliśmy jedenaście największych - naszym zdaniem najbardziej pamiętnych hitów - z jej udziałem.
Hit I, czyli prawie dwucyfrówka
Dokładnie cztery lata przed wybuchem wojny kadra Górnego Śląska odniosła zwycięstwo wyjątkowo spektakularne. Przedwojenne mecze reprezentacji niemieckiej i polskiej części Górnego Śląska rozgrywane w latach 1924-39 budziły tak gigantyczne emocje, że niemiecka prasa uważała wręcz, że są to "kleine Landerspiele" - małe mecze międzypaństwowe. W tych słowach nie ma doprawdy krzty przesady!
1 września 1935 roku podopieczni kapitana związkowego Feliksa Dyrdy znokautowali rywali - doprawdy niewiele brakowało, a mecz zakończyłby się dwucyfrowym rezultatem. "Niemcy grali systemem W-M, polski zespół bez specjalnego systemu, ale natomiast żywiołowo, bardzo szybko" - relacjonowała prasa. Najlepszy był, będący w fantastycznej dyspozycji strzeleckiej, Edmund Giemsa z Ruchu Wielkie Hajduki, który zaliczył hat trick. Drużynę Niemieckiego Górnego Śląska stać było tylko na honorowy gol z karnego Reinharda Schaletzkiego, o którym "Oberschlesische Wanderer" napisał, że dla niemieckiego piłkarstwa na Górnym Śląsku znaczy tyle samo, co dla polskiego Ernest Wilimowski, który akurat w tym meczu nie zagrał. W spotkaniu pokazało się za to siedmiu piłkarzy,
którzy występowali także w reprezentacji Polski (Jan Badura, Karol Dziwisz, Edmund Giemsa, Teodor Peterek i Gerard Wodarz z Ruchu Hajduki Wielkie, Erwin Michalski z Naprzodu Lipiny oraz Leonard Piontek z AKS-u Chorzów) oraz dwóch, którzy grali w reprezentacji Niemiec (Reinhard Schaletzki z VR Glewitz i Richard Malik z 09 Beuthen). "Trzech bramek mogła drużyna niemiecka uniknąć" - skomentował z żalem "Kattowitzer Zeitung". "To Grunwald piłkarstwa niemieckiego!" - pisała z kolei z satysfakcją śląska prasa polskojęzyczna.
1 września 1935, stadion Pogoni Katowice
Górny Śląsk 9 (3)
Niemiecki Górny Śląsk 1 (0)
Bramki: 1:0 Peterek (18.), 2:0 Giemsa (20.), 3:0 Wodarz (21.), 4:0 Więcek (46.), 5:0 Giemsa (49.), 6:0 Giemsa (61. z wolnego), 6:1 Schaletzki (72. z karnego), 7:1 Wodarz (73.), 8:1 Peterek (84.), 9:1 Peterek (89.)
G. Śląsk: Andrzejewski - Stefan, Michalski - Waluś, Badura, Dziwisz (46. Kala) - Więcek, Giemsa, Peterek (28. Żychoń), Piontek (46. Smoleń), Wodarz
Niem. G. Śląsk: Bonk - Riedl, Lux - Brzenczek, Soika, Przybilla - Pogoda, Schaletzki, Juretzki, Malik, Drobny
Sędziował: ?. Widzów: 10 000.
Hit II, czyli baskijska lekcja
W 1937 roku przyjechała do nas reprezentacja Kraju Basków. Tak silnej drużyny śląscy kibice przedtem nie widzieli. W latach 30. Euzkadia była piłkarską potęgą na skalę światową, w reprezentacji Hiszpanii jej gracze stanowili większość. Największą gwiazdą był fantastyczny środkowy napastnik Isidoro Langara, zwany na zachodzie tankiem. W swojej karierze Langara był królem strzelców aż czterech lig - Hiszpanii, Portugalii, Argentyny i Meksyku! W 1934 roku jego dwa gole wyeliminowały Brazylię już w pierwszej rundzie MŚ. Na Śląsk Langara przyjechał jednak w fatalnym nastroju. W Hiszpanii trwała wojna domowa. Baskonia opowiedziała się po stronie rządu republikańskiego, który przyznał tym terenom szeroką autonomię. Baskowie rozgrywali mecze w całej Europie, a pieniądze za występy przesyłali na rzecz legalnego rządu. Jak podała prasa, podczas zbombardowania miasta Guernica przez Legion Kondor (niemiecki korpus ekspedycyjny Luftwaffe) wspierający gen. Franco, zginęli matka Langary i jego dwaj bracia. Guernica była wówczas siedzibą autonomicznego rządu baskijskiego.
Mimo tak fatalnych nastrojów Baskowie pokazali na stadionie Ruchu fantastyczny futbol. Ślązacy dali z siebie wszystko, ale przegrali 3:4. Powinno być wyżej: "dla widzów, którzy stali bliżej bramki, nie ulega wątpliwości, że Baskowie w I połowie strzelili prawidłową bramkę". Kibiców oczarowała u gości zwłaszcza umiejętność gry głową. Według "Polski Zachodniej" na Śląsku "mógłby konkurować z nimi w tej sztuce jeden tylko Peterek" (który zresztą w tym meczu nie zagrał).
Spotkanie było długo pamiętane także z innego względu. Okazało się, że organizujący przyjazd Basków Śląski OZPN poniósł dotkliwe straty finansowe, bo nie doszło do zaplanowanego na kilka dni później meczu Basków z reprezentacją polskiej ligi. Sprzeciwił się PZPN, naciskany przez rząd. Powód? W niektórych kręgach wojaże baskijskich piłkarzy nie były mile widziane, tym bardziej że planowali także grę w ZSRR.
9 czerwca 1937, stadion Ruchu Hajduki Wielkie
Górny Śląsk 3 (3)
Kraj Basków 4 (2)
Bramki: Wostal (2), Wilimowski dla Śląska
Górny Śląsk: Kwoka - Giemza, Stolarczyk - W. Piec, Kuchta, Dziwisz - R. Piec, Piontek, Wostal, Wilimowski, Wodarz
Kraj Basków: Blasco - Aresco, Aeolo - Echevarria, Muguerza, Gilluren - Gorostiza, Requeiro, Langara, Larrinaga, Emilin (skład anonsowany)
Sędziował: Gerblich (Lipiny). Widzów: ?.
Hit III, czyli popis Eziego
W 1938 roku po raz pierwszy na Śląsk przyjechała zawodowa drużyna z Wysp Brytyjskich. Wolverhampton Wanderers był wówczas wicemistrzem Anglii. Zainteresowanie meczem było rekordowe. Bilety rozprowadzano na całym Śląsku, w przedsprzedaży można je było kupić m.in. w składzie likierów Bienia na Pocztowej w Katowicach, drogerii Predeloka w Tarnowskich Górach czy składzie tytoniowym Talarczyka w Rybniku. PKP zorganizowały na mecz osiem dodatkowych pociągów z całego Śląska, już na tydzień przed zawodami sprzedano 20 tys. biletów.
Tymczasem jeszcze kilka tygodni wcześniej nie było wiadomo, czy mecz w ogóle się odbędzie! Na wieść, że Anglicy przyjeżdżają na Stary Kontynent, rozegranie meczu zaproponował im słynny Inter, sugerując, żeby za sowite wynagrodzenie zerwali kontrakt ze Ślązakami i zamiast do Chorzowa przyjechali do Mediolanu. Rządzący wówczas Wilkami charyzmatyczny menedżer mjr Frank Buckley (szef klubu w latach 1927-44) zdecydowanie odmówił.
Przyjazd angielskich gości zrobił na Śląsku wielkie wrażenie. "Wszyscy gracze ubrani są w jednolite stroje klubowe (czarne spodnie, czarne marynarki, jednakowe krawaty). Wszyscy bez wyjątku są dobrze wygimnastykowani, rośli, o fizjonomiach wybitnie angielskich. Wszyscy nie piją ani piwa ani wódki i nie palą" - dziwiła się "Polska Zachodnia". Asem gości był napastnik Bryn Jones, którego mistrzowski wówczas Arsenal chciał kupić aż za 15 tys, funtów. Wszyscy ciekawi byli także młodziutkiego skrzydłowego Richarda "Bombera" Dorsetta. 17-latek przed przyjazdem na Śląsk w meczu z Leicester City strzelił 4 gole! To to dziś niepobity rekord Wilków, ale "Bomber" w Chorzowie nie był już tak skuteczny...
Sam mecz był fantastyczny, jeden z najbardziej dramatycznych w całej historii śląskiej piłki! Padł remis 4:4, a fenomenalne spotkanie rozegrał strzelec trzech goli Ernest Wilimowski, który według relacji "był dumą zespołu i przeszedł samego siebie, a zdobyte przezeń bramki mogą być wzorem".
Gra była bardzo ostra, piłkarze kopali się wyjątkowo, a Ewald Dytko został nawet przez Anglika spoliczkowany. Podziałało to oczywiście na tłumy kibiców: "pewien odłam publiczności zapomniał się do tego stopnia, że obrzucano gości wyzwiskami najgorszego gatunku". Kibice wściekali się, kiedy goście ostro atakowali śląskiego bramkarza Romana Mrugałę z AKS-u Chorzów. "Wielu kibiców jeszcze nie wie, że bramkarz w innych krajach nie jest nienaruszalnym bóstwem w bramce, można go atakować aż do wtłoczenia do bramki z piłką włącznie" - pisała "Polska Zachodnia". Chwalono za to organizatorów, którzy "dbali o publikę do tego stopnia, że zarządzali zlewanie wodą bieżni, z której unosił się wiatr".
Po meczu emocje jednak opadły, angielscy piłkarze uczestniczyli w bankiecie w sali Koła Towarzyskiego w Katowicach. Goście dostali pamiątki (m.in. płaskorzeźbę z węgla i albumy). Mjr Buckley chwalił Ślązaków (podobali mu się zwłaszcza Wilimowski, Wodarz i Piec II) i palił się do rewanżu. Niestety nigdy do niego nie doszło.
Dodajmy, że nie było to ostatnie spotkanie reprezentacji Górnego Śląska z angielskim klubem zawodowym. W 1965 roku wygrała ona w Chorzowie 2:1 z Sheffield Wednesday. Oba gole strzelił Andrzej Jarosik z Zagłębia Sosnowiec.
18 maja 1938, stadion Ruchu Hajduki Wielkie
Górny Śląsk 4 (3)
Wolverhampton Wanderers 4 (3)
Bramki: 1:0 Wilimowski (4.), 2:0 Wilimowski (11.), 2:1 Wright (25.), 3:1 Wilimowski (30.), 3:2 Maguire (41.), 3:3 Kirkham (43.), 4:3 Wodarz (78.), 4:4 Kirkham (81.)
G. Śląsk: Mrugała - Giemsa, Kinowski - Bentkowski, W.Piec, Dytko - R. Piec, Piontek, Wostal, Wilimowski, Wodarz
Wolverhampton: Scott - Morriss, Taylor - Smalley, Galley, Gardener - McQuine, Wright, Kirkham, Jones, Dorsett
Sędziował: Gerblich (Lipiny). Widzów: 35 000.
Hit IV, czyli bez zmian proszę
Przyjazd reprezentacji Armii Renu wywołał na Śląsku rekordowe zainteresowanie. Była to drużyna angielskich sił okupacyjnych stacjonujących w Niemczech. Chyba nigdy na stadion Ruchu nie przyszło, ani wcześniej ani później, aż tak wielu ludzi. Niektóre relacje donosiły nawet o 50 tysiącach kibiców, choć raczej nie jest to możliwe, żeby aż tyle osób zmieściło się na Cichej. Stadion zaszczycili obecnością m.in. ówczesny wojewoda śląsko-dąbrowski gen. Aleksander Zawadzki, wicewojewoda płk Jerzy Ziętek i ówczesny konsul angielski w Polsce Scott.
Przed meczem wszyscy zastanawiali się, "ile Anglicy strzelą bramek, i jak długo nasi będą stawiać opór". Obawy były uzasadnione, niewiele wcześniej Armia Renu rozbiła bowiem w Hamburgu reprezentację Warszawy aż 12:0! Wszyscy członkowie teamu byli zawodowymi piłkarzami grającymi w najsławniejszych angielskich klubach. Na stadionie Ruchu naprzeciw piłkarzy Manchesteru City, Tottenhamu, Arsenalu czy Leeds United stanęli zawodnicy m.in. z... Polonii Piekary, Ligocianki czy Kresów Chorzów. I wygrali, choć początkowo nic na to nie wskazywało! Zgodnie z przypuszczeniami od początku Ślązacy zostali zepchnięci do rozpaczliwej obrony. Do przerwy Anglicy prowadzili tylko 1:0 po fantastycznym woleju Baileya z Tottenhamu Hotspur. W przerwie Ślązacy dokonali kilku zmian w składzie, które dały niebywały wręcz efekt. Znakomitym pociągnięciem było przesunięcie 19-letniego Gerarda Cieślika z lewego łącznika na środek ataku. W ciągu niespełna 10 minut gospodarze strzelili aż trzy gole! Goście kontaktową bramkę uzyskali dopiero pięć minut przed końcem, a na wyrównanie nie starczyło czasu. Mało tego - w 88. minucie Cieślik dołożył czwartą bramkę, ale sędzia uznał, że padła ona ze spalonego. Dawson, bramkarz Manchesteru City, był bezradny.
Trzeba przyznać, że był to jeden z najlepszych meczów w życiu pana Gerarda. "Cieślik pokazał formę i klasę, jakiej nie oglądaliśmy po wojnie u żadnego jeszcze piłkarza w Polsce (...). W tym dniu napastnik Ruchu przechodził sam siebie, klasa tego piłkarza stawia go już dzisiaj na pierwszym miejscu wśród wszystkich napastników polskich" - pisał z zachwytem "Sport". "Ten mały brunet może być internacjonałem na wielką skalę" - przyznał z uznaniem Denis Compton z Arsenalu, największy as w drużynie gości. Compton (także wybitny krykiecista) miał jednak do gospodarzy zaskakujące pretensje: "w naszej bramce piłka ugrzęzła dwa razy, gdy spostrzegliśmy, że w waszej drużynie występują nowe twarze. Nie róbcie tego na przyszłość, szkolcie graczy na pełne 90 minut. Przecież w całej zachodniej Europie graczy - z wyjątkiem bramkarzy - zmieniać nie można. Nigdy nie będziecie mieli graczy, którzy kondycyjnie i w dobre formie wytrzymają cały mecz"...
16 czerwca 1946, stadion Ruchu Chorzów
Górny Śląsk 3 (2)
Armia Renu 2 (1)
Bramki: 0:1 Bailey (30.), 1:1 Bąk (57.), 2;1 Cieślik (60.), 3:1 Pytel (65.), 3:2 Lewis (85.)
G. Śląsk: Brom (od ok. 50. do 60. Kwoka) - Siwy, Grolik - Szaton, Zakrzewski (46. Andrzejewski), Niebylski - Gawliczek (46.Górecki), Cieślik, Szmidt (46. Bąk), Pytel, Barański
Armia Renu: Dawson - Rickaby, Mac Dougal - Hodginson, Compton, Williams - Parsons, Bailey, Davis, Steel, Lewis
Sędziował: Gruszka (Chorzów). Widzów: ponad 40 000.
Hit V, czyli oczarowana Szkocja
Jesienią 1946 roku śląska drużyna wzmocniona zawodnikami krakowskich klubów - Wisły, Cracovii, Garbarni oraz Tarnovii - wyruszyła na tourneé do Szkocji jako Silesian Team. Był to pierwszy po wojnie, a drugi w historii, wyjazd śląskiej drużyny za granicę (w 1937 roku rozegrała dwa mecze w Austrii). Pobyt w Szkocji wywołał wielkie zainteresowanie. Pierwszy mecz z drugoligowcem nie wyszedł, ale potem były same zwycięstwa z pierwszoligowcami, m.in. Greenock Morton zdobywcą Pucharu Szkocji. Jeden z meczów odbył się na legendarnym Hampden Park w Glasgow, jednym z największych wówczas stadionów świata. Miejscowe media pisały, że Silesian Team gra lepiej niż Dynamo Moskwa i Sparta Praga. Kilku zawodnikom, m.in. Gerardowi Cieślikowi i bramkarzowi Walterowi Bromowi (gracz Ruchu obronił rzuty karne w meczach z Ayr i Morton), zaproponowano gigantyczną wówczas sumę 10 tys. funtów za podpis na zawodowym kontrakcie. Piłkarze odmówili. Widząc klasę naszej drużyny, mecze chciały zakontraktować jeszcze Celtic Glasgow i Aberdeen, ale do nich nie doszło, bo działacze chcieli już wracać do kraju. Kiedy wyjeżdżali, odprowadzał ich ze łzami w oczach tłum tęskniących za krajem polskich żołnierzy. 27 października Cieślik i spółka obładowani pluszowymi terierami, które dostali od Szkotów na pamiątkę, zostali uroczyście przywitani na dworcu kolejowym w Katowicach i zaprowadzeni na uroczyste śniadanie do siedziby OZPN-u.
Wyniki szkockiego tourneé:
14 października 1946, stadion FC Dundee
FC Dundee 2 (1)
Silesian Team 0
Bramki: 1:0 Thurnboldt (20.), 2:0 Thurnboldt (71.)
16 października 1946, stadion Greenock Morton
Greenock Morton 1 (0)
Silesian Team 3 (3)
Bramki: 0:1 Cieślik (2.), 0:2 Cieślik (15.), 0:3 Różankowski (41.), 1:3 Mc Innes (51.)
19 października 1946, stadion Ayr United
Ayr United 1 (1)
Silesian Team 2 (1)
Bramki: 1:0 Morrison (30.), 1:1 Cieślik (32.), 1:2 Gracz (57.)
23 października 1946, Hampden Park w Glasgow
Queens Park/Third Larnac 1 (1)
Silesian Team 2 (1)
Bramki: 0:1 Nowak (13.), 1:1 Ayton (61.), Nowak (69.)
Skład Silesian Team: Brom - Barwiński, Flanek, Jabłoński - Parpan, Wapiennik - Baran, Cieślik, Nowak, Gracz, Różankowski
Greenock: Mc Feat - Maley, Kelly, Mitchell, Aird, White, Cuppies, Divers, Jones, Garth, Mc Innes
Ayr: Patton - Mongham, Henderson, Smith, Mc Neill, Nisbet, Mc Guigan, Barkness, Morrison, Wallace, Beatie
Queens Park/Larnac: Hamilton - Carabine, Kelly, Letham, Wigham, Harnett, Mc Culloch, Mason, Aitken, Ayton, Mitchell
Hit VI, czyli warszawskie lanie
Tuż po wojnie popularne były rozgrywki w ramach Pucharu Kałuży - uczestniczyły w nich reprezentacje okręgów. W czerwcu 1949 roku reprezentacja Warszawy trafiła na wyjątkowo dobrze dysponowanych Ślązaków.
Jedno z najbardziej efektownych zwycięstw w historii. "Chwilami wydawało się jakby piłkarze z prawdziwego zdarzenia grali przeciwko obronie zespołu aktorów albo dziennikarzy". Rewelacją dnia był prawy łącznik Ruchu Radzionków Jerzy Szołtysik.
W czasie wojny wcielony do Wehrmachtu był zawodnikiem Blau-Weiss Berlin. "Celowość każdego zagrania, błyskawiczna orientacja, zaawansowanie techniczne, zdecydowanie pod bramką i zrozumienie dla współpracy. Dzięki tym walorom Ślązak jest piłkarzem dużego formatu, typem napastnika jakiego szukamy" - oceniał zachwycony reporter "Sportu", prorokując, że wkrótce piłkarz ten powinien zadebiutować w reprezentacji. Niestety pomylił się. Szołtysik przepowiadanej kariery nie zrobił... Dodajmy, że w reprezentacji Warszawy zagrał w tym meczu w linii napadu 29-letni Kazimierz Górski. Jego występ przeszedł bez echa.
29 czerwca 1949, stadion Ruchu Chorzów
Górny Śląsk 7 (2)
Warszawa 0
Bramki: 1:0 Muskała (28.), 2:0 Spodzieja (43.), 3:0 Dybała (49.), 4:0 Szołtysik (55.), 5:0 Muskała (61.), 6:0 Szołtysik (65.),
7:0 Spodzieja (87.)
Górny Śląsk: Borkowy - Durniok, Janduda, Duda - Wieczorek , Suszczyk - Alszer, Szołtysik, Spodzieja, Muskała (Kisiel), Dybała
Warszawa: Borucz (43. Limanowski) - Wolosz (46. Maruszkiewicz), Pruski, Szczawiński - Wiśniewski, Milczanowski - Mordarski, Swicarz (41. Cyganik), Cichocki, Górski, Ochmański
Sędziował: Przybysz. Widzów: 3000.
Hit VII, czyli chiński outsider
Surowa lekcja dla egzotycznego rywala, który nie miał żadnych czas. Goście przyjechali do Polski na poolimpijskie tourneé. Jedyną zaletą reprezentantów Chin (w Polsce występujących pod szyldem Pekinu) była szybkość i wygimnastykowanie. "Jedynie chwilami gra nabierała cech równorzędności" - pisali dziennikarze. Niektórzy śląscy kibice byli rozczarowani, bo kilka dni wcześniej Pekin grał z reprezentacją Krakowa i przegrał wyżej niż w Chorzowie - aż 1:7. "Robiliśmy wszystko, żeby strzelili choć jednego gola na pocieszenie. Nasz bramkarz rzucał się nawet w przeciwną stronę, niż leciała piłka, ale i to nie pomagało, bo oni niemiłosiernie pudłowali. Wreszcie na naszych pięć goli odpowiedzieli jednym. Mieliśmy na pomeczowym bankiecie tylko jeden problem: za nic nie mogliśmy rozpoznać, który jest który - mówił Cieślik w swojej biografii "Urodzony na boisku".
24 sierpnia 1952, stadion Ruchu Chorzów
Górny Śląsk 5 (4)
Pekin 1 (1)
Bramki: Trampisz - 3, Cieślik - 2 dla Śląska, Li Chao-gui - dla Pekinu
Górny Śląsk: Wyrobek (46. Jung) - Bartyla, Banisz (46. Narloch), Janduda (46. Cichoń) - Suszczyk, Grzywocz - Trampisz, Cieślik, Alszer, Krasówka, Wiśniewski (46. Cehelik)
Pekin: Ma Shao-hua - Wan Chen-wen, Che Jia Tung, Wan Li-bing - Chung An-cin, Chen Chen-da - Fan Zen-chou, Chen Fu-chen, Jim-jie, Cin Lun-jon - Lin Chao-gui
Sędziował: ?. Widzów: 15 000.
Hit VIII, czyli kawa bez smaku
Tłumy przybyły na Stadion Śląski w 1961 roku, by zobaczyć mistrza stanu Rio Grande do Sul. Brazylijska piłka była wówczas zdecydowanie najlepsza na świecie. Wszyscy pamiętali, jak rok wcześniej FC Santos z Pelem w składzie rozbił w Chorzowie reprezentację Polski 5:2. Goście z Porto Alegre byli przekonani, że Brazylijczycy łatwo obronią za rok tytuł mistrzowski i mieli rację, sami jednak nie byli aż tak silni. Okazało się jednak, że "Mocca z ekspresu Gremio nie zrobiła furory na Śląsku. Była zbyt wodnista i za mało aromatyczna. 70 tys. amatorów mocnej czarnej pamiętało jeszcze smak świetnego Santosu" - z emfazą donosił "Sport". Gremio, której reprezentanci występowali w reprezentacji B na Igrzyskach Panamerykańskich w 1960 roku, pokazało bardzo mocną obronę i... tragiczny atak. Edward Szymkowiak wynudził się na bramce jak nigdy. Jedyną okazję miał skrzydłowy Vieira, który "z 6 metrów chybił o 15". Niektórzy narzekali, że z boiska zszedł wcześniej Ernest Pohl, który przecież "nawet w kiepskim dniu jest o niebo lepszy od innych".
1 maja 1961, Stadion Śląski w Chorzowie
Górny Śląsk 2 (1)
Gremio Porto Alegre 0
Bramki: 1:0 Liberda (35., z karnego), 2:0 Lentner (55.)
Górny Śląsk: Szymkowiak - Franosz (? Eugeniusz Pohl), Oślizło, Olszówka - Pieda, Grzegorczyk - Polok (? Jóźwiak), Jankowski, Ernest Pohl (? Kowalik), Liberda, Lentner
Gremio: Henrique - Orlando, Airton, Ortunho - Elton, Enio - Vieria, Gersi, Marino (? Aitemir), Milton, Ronald
Sędziował: Storoniak (Katowice). Widzów: 70 000.
Hit IX, czyli pokonani wicemistrzowie
"Bratysława w Czechosłowacji jest jak Śląsk w Polsce: niewyczerpane źródło piłkarskich talentów" - anonsował ten mecz "Sport". Goście mieli w składzie piłkarzy, którzy miesiąc wcześniej zdobyli w Chile wicemistrzostwo świata. Na bramce stał Villiam Schrojf, a obroną kierował betonowy Jan Popluhar. Nic dziwnego, że na Śląski przyszło aż 100 tysięcy kibiców! Przeciw gościom wystąpił kombinowany skład złożony z graczy Polonii Bytom i Ruchu Chorzów. Goście zachwycali wyrafinowaną taktyką i świetną techniką, byli jednak nieskuteczni. Cudów w bramce dokonywał tym razem Edward Szymkowiak. "Słynny Schrojf w cieniu Szymkowiaka" krzyczały nazajutrz gazety. Niestety w 78. minucie musiał opuścić boisko po starciu z szarżującym Molnarem, rezerwowym napastnikiem na MŚ. Jedynego gola strzelił skrzydłowy Ruchu Eugeniusz Faber. Przedarł się do środka i trafił z linii pola karnego z ostrego kąta. Schrojf był bez szans. W 88. minucie Jan Liberda zdobył drugą bramkę, ale sędzia dopatrzył się spalonego.
21 lipca 1962, Stadion Śląski w Chorzowie
Górny Śląsk 1 (0)
Bratysława 0
Bramka: 1:0 Faber (47.)
Górny Śląsk: Szymkowiak (78. Pietrek) - Dymarczyk, Pierzyna, Łysko - Nieroba, Pieda - Faber, Bem (Pogrzeba), Lerch, Liberda, Jóźwiak
Bratysława: Schrojf - Urban, Popluhar, Jankovicz - Kral, Trochta (Kiss) - Velecky, Moravcik, Molnar, Obert, Bily
Sędziował: Storoniak (Katowice). Widzów: 100 000.
Hit X, czyli Afrykanie na Śląskim
Z okazji lipcowego święta Ślązacy jedyny raz w historii zmierzyli się z przeciwnikiem, który występował pod szyldem pierwszej reprezentacji swojego kraju. Goście z Tanzanii, którzy reklamowali swoje umiejętności remisem z Aston Villą, nie mieli żadnych szans. Brylował autor trzech goli Joachim Marx. Dwa ostatnie dołożył Henryk Zdebel, ojciec Tomasza obecnego zawodnika Bochum. Zdebel senior był w latach 70. solidnym pomocnikiem pierwszoligowego ROW-u Rybnik. W zrobieniu kariery przeszkodził mu wzrost - miał 162 cm. A Tanzańczycy? Na zakończenie minitourneé wygrali 1:0 z reprezentacją Wodzisławia.
22 lipca 1974, Stadion Śląski w Chorzowie
Górny Śląsk 7 (4)
Tanzania 2 (1)
Bramki: 1:0 Marx (4.), 2:0 Raceki (7.), 3:0 Błachut (15.), 3:1 Kibadeni (27.), 4:1 Marx (30), 4:2 Haider (50.), 5:2 Marx (51.), 6:2 Zdebel (70.), 7:2 Zdebel (86.)
Górny Śląsk: Chwolik (Cebrat) - Pawlik, Ostafiński, Manek, Drzewiecki - Zdebel, Bula (Kubicz), Błachut (Zielonka) - Radecki (Mrozek), Marx, Benigier (Dworczyk)
Tanzania: Mombasasa - Baraza, Katole, Chogo, Motafa - Gumbo, Saad, Haider, Sakuru - Kibadani, Abdah. Grali także: Hassan, Asbarin, Sabu
Hit XI, czyli wyjątkowy dwumecz
Nietypową atrakcję zapewnili kibice Śląskiego OZPN-u z okazji jubileuszu. Przed spotkaniem na chorzowskim gigancie odbyła się uroczysta akademia, jedna z ostatnich w starym, dobrym komunistycznym stylu. 600 uczennic uformowało na murawie z własnych ciał żywy napis "60 lat OZPN". Potem na boisko wyszły drużyny wytypowane przez obiecującego trenera 38-letniego Antoniego Piechniczka. W pierwszym spotkaniu (początek o godz. 17) Ślązacy zagrali z belgijskim Lokeren. Wśród gości wystąpili m.in. Włodzimierz Lubański (za cztery miesiące także na Śląskim zagra pożegnalny mecz w reprezentacji) i partnerujący mu w ataku nieznany wówczas, ale bardzo obiecujący młodziak Duńczyk Preben Elkjaer Larsen. Nie padł żaden gol. W drugim meczu (początek o godz. 19) druga - równorzędna z pierwszą - śląska jedenastka zagrała z współliderującym w lidze radzieckiej Dynamem Kijów. Ukraińcy z Olegiem Błochinem na czele bardzo chcieli wygrać. Długo utrzymywał się bezbramkowy rezultat. - Martwiłem się już, że przez 180 minut kibice nie zobaczą ani jednej bramki - wspomina Antoni Piechniczek. Na szczęście 12 minut przed końcem spotkania celny strzał głową oddał stoper Ruchu Tadeusz Jakubczyk. Mało kto z obecnych na stadionie mógł wiedzieć, że następny mecz kadry regionu będzie mógł zobaczyć dopiero w 1999 roku (Kraków- Śląsk 2:4)...
21 maja 1980, Stadion Śląski w Chorzowie
Górny Śląsk 0
Lokeren 0
Górny Śląsk: Surlit - Rolnik (46. Jarzina), Gorgoń, Dolny, Gunia - Szymura, Szołtysik (69. Król), Curyło (46. Hutka) - Mikołajów (46. Janduda), Pałasz, Szachnitowski
Lokeren: Hoogenboom - Verbruggen, De Schreyver, Daiving, Somera - Mommens, Bett, Dardenne (80. Immels) - Gudjohnsen, Lubański, Elkjaer Larsen
sędziował: Stachura (Katowice). Widzów: 50 000.
Górny Śląsk 1
Dynamo Kijów 0
Górny Śląsk: Bolesta - Malcher, Piechaczek, Jakubczyk, Sroka - Kajrys (58. Buncol), Tochel, Wojtowicz, Nagiel - Mazur (67. Sączek), Małnowicz (46. Benigier)
Dynamo: Romeński - Końkow, Kołotow, Sorokalet, Bojko - Łoziński, Burjak, Sobko, Taran (46. Bereznoj) - Wieremiejew (67. Olifirenko), Błochin
Sędziował: ? Widzów: 50 000.
Górnik Zabrze - Widzew Łódź 4:0 (1:0)
Polen, Ekstraklasa, 30. kolejka, 29.5.2011
Stadion im. Ernesta Pohla, 8.651
In der letzten Runde der polnischen ersten Liga treffen zwei Mittelständler aufeinander. Doch die Rollen sind klar verteilt, denn Górnik will von Anfang an mehr und gewinnt das Match auch in dieser Höhe verdient.
Wie am Vortag bei GKS Katowice schweigt der Fansektor auf der Gegentribüne 80 Minuten aus Protest gegen Regierungsmaßnahmen gegen Fußballfans und zeigt erst die restlichen zehn Minuten, wie laut er sein könnte.
Klub Sportowy Górnik Zabrze (Górnik heißt „Bergarbeiter“) entstand 1948 aus einer Fusion mehrerer Vereine der Industriestadt Zabrze. In den 1960er Jahren dominierte der Verein den polnischen Fußball. Insgesamt gewann Górnik 14 Meistertitel von 1957 bis 1988 und ist damit ex aequo mit dem Erzrivalen von Ruch Chorzów polnischer Rekordmeister. Der heurige Meister Wisła Krakau rückt allerdings bereits bedrohlich nahe. Górnik hat andere Sorgen: Nachdem man vorige Saison ein Jahr in der zweiten Liga verbingen mußte, hat man sich zwar heuer oben behaupten können, doch für die nächste Saison fehlt noch die Lizenz.
In seinem Buch Der Traum vom Europapokal berichtet Terence Träber von der erfolgreichen Europacupsaison 1969/70, die Górnik ins Finale des Cup der Cupsieger führte, das man im Praterstadion mit 1:2 gegen Manchester City verlor. Herausragend dabei das Semifinale gegen AS Roma: 1:1 und 2:2, Auswärtstorregel und Elfmeterschießen galten noch nicht. Das Wiederholungsspiel auf neutralem Boden endete nach Verlängerung (plus 56 Minuten Pause nach einem Stromausfall) 1:1. Ein viertes Spiel gab es nach Reglement nicht. Die Finalteilnahme mußte vom Schiedsrichter per Münzwurf entschieden werden. Als Folge führte die UEFA endgültig das Elfmeterschießen ein.
Das Stadion im. Ernesta Pohla wurde 1934 als „Adolf-Hitler-Kampfbahn“ eröffnet. Damals hießt die Stadt Zabrze „Hindenburg“ (von 1915 bis 1946) und lag im damals deutschen Teil Schlesiens. Nach 1945 hießt das Stadion zunächst Städtisches Stadion bis es 2004 nach Ern(e)st Pohl (1932−1995) benannt wurde. Dieser spielte von 1957 bis 1967 für Górnik, erzielte dabei in 209 Meisterschaftsspielen 143 Tore und wurde achtmal Meister. Das alte Rund mit seiner kleinen überdachten Haupttribüne ist allerdings bereits am Ende seiner Tage angelangt. Der Neubau am selben Standort soll bald begonnen werden.
JEBAĆ BURŻUJI !!! JEBAĆ PATOLOGIA !!! A WSZYSTKO NA SPONTANIE 
Historyczny mecz Górnika
50 lat temu, 13 września 1961 roku, Górnik zagrał pierwszy w historii mecz w europejskich pucharach.
Dokładnie pięćdziesiąt lat temu, 16 września 1961 roku, Górnik szykował się z wielkimi nadziejami do wylotu na Wyspy Brytyjskie, gdzie miał rozegrać pierwszy w historii klubu wyjazdowy mecz w europejskich pucharach. Prasa jeszcze pisała o kapitalnej grze zabrzan w Chorzowie, a Jan Kowalski i Jerzy Musiałek mieli już założony gips. Trzy dni wcześniej, 13 września Górnik zadebiutował w pucharach. 100 tysięcy ludzi obejrzało na Stadionie Śląskim mecz z mistrzem i zdobywcą Pucharu Anglii, Tottenhamem Hotspur. Górnik wygrał 4:2.
Zamiast Ruchu
Górnik zagrał w Pucharze Europy, choć nie był mistrzem Polski. Polska liga grała wtedy systemem wiosna-jesień, mistrza wyłaniano już jesienią, czyli ponad dziesięć miesięcy przed kolejną edycją pucharów. - Dwa razy byliśmy do tego czasu mistrzem Polski, ale nie graliśmy w pucharach. Dlaczego? PZPN wymyślił, że mistrz może w nich zagrać, jeżeli po rundzie wiosennej kolejnego sezonu będzie w pierwszej trójce. Nam się to nie udawało. Podobnie jak Ruchowi Chorzów - mistrzowi z 1960 roku - wiosną roku następnego. Do Pucharu Mistrzów zgłoszono więc nas - wspomina Hubert Kostka, stojący wtedy w zabrzańskiej bramce.
- Nie było strachu przed rywalem, bo tak naprawdę nic o nim nie wiedzieliśmy. Poza tym, że skoro to mistrz Anglii i tak wielki klub, to muszą być dobrzy. Przecież wtedy nie było żadnych transmisji czy banku informacji - dodaje Stanisław Oślizło.
Nim na stadion wyszli mistrzowie Polski i Anglii, odbył się finał mistrzostw Polski juniorów. Zryw Chorzów grał z Górnikiem Wałbrzych. Ważny także dla przyszłości... Górnika. - To było wielkie przeżycie. Taki mecz, tłumy ludzi. Wygraliśmy 10:1. Wtedy nie przypuszczałem, że trafię kiedyś do Górnika - wspomina Jan Banaś, jedna z „gwiazdeczek" Zrywu. Niedługo po finale do Zabrza przeniósł się inny wybitny piłkarz, Zygfryd Szołtysik.
Trafili do toalety
Przebieg pierwszego meczu był niecodzienny. Górnik w 48 minucie prowadził 4:0. Bramka samobójcza, potem Musiałek, Wilczek, Pohl... Dwóch z nich już nie żyje. Erwin Wilczek mieszka we Francji. - Trafiłem na 3:0. Za wysoki nie jestem, a trafiłem ich głową... - wspomina dziś. Wynik był sensacyjny, ale Anglicy strzelili ostatecznie dwa gole. - Graliśmy w dziewiątkę. Jurka Musiałka i mnie trafił David McKay. Był bzdurny przepis, że kontuzjowanego piłkarza nie można zmieniać. Do końca statystowałem na boisku. Czy to były brutalne faule popełnione z premedytacją? Myślę, że nie. Grali ostro, jak Anglicy... Szkoda, bo jestem przekonany, że w komplecie wygralibyśmy jeszcze wyżej - mówi Jan Kowalski, wciąż mieszkający w Zabrzu.
Górnik do drugiej rundy jednak nie awansował. Rewanż w Londynie, na White Hart Lane zakończył się klęską. „Koguty" wygrały 8:1.
- Trafiliśmy do innego, piłkarskiego świata. Kiedy staliśmy w tunelu byliśmy autentycznie wystraszeni. Oni wrzeszczeli, walili głowami w mur... Do tej pory nasze kontakty z zagraniczną piłką to były towarzyskie mecze z Banikiem Ostrawa i innymi zespołami bloku wschodniego - przypomina Hubert Kostka. - Kiedy szliśmy tunelem, w tym gąszczu labiryntów, gdzie nikt nas nie prowadził, weszliśmy do toalety zamiast na boisko.
13 piłkarzy, 16 działaczy
Do Londynu pojechali też Musiałek i Kowalski. Wtedy wizy na wyjazdy za „żelazną kurtynę" załatwiano o wiele wcześniej. Dlatego obaj piłkarze w gipsie wsiedli do samolotu. - Anglicy mówili, że zrobiliśmy to specjalnie, by pokazać im, jak brutalnie grali w Chorzowie.
Górnik zamieszkał w hotelu Trafalgar Square, trenowali na boisku w parku. Hubert Kostka wspomina, że na rewanż poleciało trzynastu piłkarzy, kontuzjowany w Chorzowie duet oraz szesnastu działaczy. - Żadnego masażysty, żadnego lekarza... Takie były to czasy. Wtedy nie było w klubach drugiego trenera. W Górniku na etatach pracowało dwóch ludzi odpowiedzialnych za klub i dwóch za obiekt. Kierownik drużyny to była funkcja społeczna.
Dzień przed spotkaniem boisko było suche. Kiedy zabrzanie wyszli na murawę, po kostki stali w wodzie i błocie. - Lano je całą noc, a potem się zaczęło... - mówi bramkarz Górnika, który puścił osiem goli. Górnik grał w butach nazywanych „kolarkami", do których szewc przybijał korki. Kostka bronił bez rękawic. Kilka lat później założył na ręce pierwsze w karierze - „makówy", jak potocznie nazywa się na Śląsku wielkie rękawice używane w kopalniach przez górników.
Najlepszy w historii
- Od siedmiu lat były już na świecie porządne „korki". My nie mieliśmy do nich dostępu. Miałem 180 cm i ważyłem 70 kg. Oni mieli na „szpicy" napastnika, który miał blisko dwa metry i ważył około setki. Kiedy tylko stał przy mnie brał do ręki błoto i przy każdym dośrodkowaniu rzucał mi w oczy. Myśmy z czymś takim w lidze nigdy nie mieli do czynienia, tam grali tak wszyscy. Kilka lat później, kiedy nauczyłem się ich grania, graliśmy z Aston Villą. W pierwszej akcji ich napastnik niemal mnie znokautował. Gdy wstałem to podszedł i powiedział „sorry". Kilka minut później w wyskoku z pięści trafiłem go pod oko. Padł jak ścięty. Kiedy wstał powiedziałem „sorry". Pokiwał głową, że jesteśmy kwita i nic się nie stało. Już do mnie nie podszedł. W 1961 roku jeszcze tego nie wiedziałem...
Koledzy Kostki wspominają, że kilka razy wpadł z piłką z piłką do siatki atakowany przez piłkarzy „Kogutów". - Przy ich centrach działy się dantejskie sceny. Po prostu nas zmiażdżyli - dodaje Stefan Floreński.
Gola dla zabrzan strzelił Ernest Pohl, który chyba jako jedyny nie wystraszył się rywala. - Ernest to najlepszy piłkarz, jaki był w polskiej piłce. Nikt nie może się z nim równać. Oni strzelili osiem goli, my jednego, za to najładniejszego. Ernest z woleja walnął pod poprzeczkę... I wracaliśmy do kraju. To był najlepszy Górnik w swojej historii, lepszy od tego, który potem grał w finale. Tylko kompletnie niedoświadczony w grze na takim poziomie - z nostalgią kończy Hubert Kostka wspomnienia o meczach sprzed pół wieku. Wczoraj czterech jego uczestników zostało ambasadorami Górnika. Erwin Wilczek, Stefan Floreński, Jan Kowalski i Hubert Kostka. Wszyscy będą mieli na nowym stadionie dożywotnie miejsca z tabliczką ze swoim nazwiskiem.
Stadion Górnika Zabrze
Stadion został otwarty 2 września 1934, z tej okazji Helmut Brückner, Oberpräsident Provinz Schlesien nadał stadionowi imię Adolf Hitler Kampfbahn (Stadion im. Adolfa Hitlera) w Hindenburgu (ówczesna nazwa Zabrza) i pod tą nazwą funkcjonował do 1946. Obecny patronat został nadany 9 czerwca 2005 (nieoficjalnie obowiązywał już od 5 kwietnia 2005), kiedy to na cześć słynnego gracza Górnika Zabrze nazwano go Stadionem im. Ernesta Pohla.
Pierwsze ważne zawody rozegrano na stadionie 24 marca 1935 podczas meczu reprezentacji niemieckiej i polskiej części Śląska. Na widowni wówczas zasiadło około 7 000 widzów. W 1945 Zabrze przyłączono do Polski, na stadionie stacjonowały radzieckie wojska niszcząc jego murawę. Stadion pozostał własnością miasta, które wkrótce wydzierżawiło go nowo powstałemu KS Zabrze. Pod koniec lat 50. stadion rozbudowano. Mieścił on wtedy około 35 000 widzów. Na przełomie lat 60. i 70. XX wieku zainstalowano sztuczne oświetlenie. Jesienią 1988 oddano do użytku dużą tablicę świetlną. 17 października 1984 po raz pierwszy na stadionie gościła reprezentacja Polski podczas meczu Polska-Grecja w eliminacjach MŚ. W 1995, po śmierci Ernesta Pohla, pojawiła się propozycja nazwania stadionu jego imieniem. Pomysł ten zrealizowany został 10 lat później, 9 czerwca 2005.
6 listopada 2006 roku na stadionie ruszyły prace mające na celu wymianę murawy na nową, która wyposażona jest w nowoczesne instalacje: podgrzewania i drenażu. Koszt inwestycji (blisko 3 mln PLN) poniosło Miasto Zabrze. Oddanie płyty do użytku nastąpiło 22 grudnia 2006 r.
Rodzinne pamiątki trafiły do klubu
Zdjęcia tablicy ze składem Górnika z 1951 roku oraz drużyny Zjednoczenia - jednej z czterech drużyn, z połączenia których powstał Górnik trafiły do klubu.
Cieszy nas niezmiernie, że do klubu trafiają zdjęcia rodzinnych pamiątek związanych z Górnikiem. Pan Marek Szymański przesłał do klubu fotografię tablicy ze składem Górnika z 1951 roku oraz drużyny Zjednoczenia, zrobione przed meczem z Rokitnicą. Zdjęcia można zobaczyć tutaj:
http://wikigornik.pl/wiki/Strona_g%C5%82%C3%B3wna
Przy okazji apelujemy do wszystkich sympatyków Górnika o przejrzenie swoich rodzinnych pamiątek. Jeśli znajdziecie w nich informacje o naszym klubie, prosimy o kontakt na adres: redakcja@wikigornik.pl.
Aufgrund eingeschränkter Benutzerrechte werden nur die Namen und (falls vorhanden) Vorschau-Grafiken der Dateianhänge angezeigt Jetzt anmelden!
Prezes Wawrzynek wspomina "Bolka" Niesytę
W środę mija 10 lat od śmierci Jana "Bolka" Niesyto, opiekuna piłkarskiej młodzieży Górnika i Gwarka, a przede wszystkim rzecznika prasowego klubu. Zapraszamy do lektury wspomnień o "Bolku" autorstwa honorowego prezesa Górnika Zygfryda Wawrzynka.
Mija 10 lat, odkąd ponad dwa tysiące uczestników żałobnej uroczystości pożegnało w kościele św. Józefa w Zabrzu, a następnie na cmentarzu św. Anny, wieloletniego działacza i rzecznika prasowego Górnika Zabrze, członka honorowego tego klubu, założyciela i pierwszego prezesa SKS Gwarek, długoletniego dyrektora internatu przy Technikum Górniczym, zasłużonego pedagoga Jana "Bolka" Niesyto.
Wśród żegnających "Bolka" byli senatorowie, posłowie, prezesi i zarządy klubów ligowych, prezesi PZPN, piłkarscy sędziowie międzynarodowi, trenerzy i znani zawodnicy. Większość dziennikarzy sportowych polskich mediów, artyści i środowisko lekarskie, setki kibiców i mieszkańców Śląska. Nabożeństwo żałobne celebrował ks. Dziekan Józef Kusche w koncelebrze czterech księży, w tym klubowego kapelana - ks. Bogdana Redera. Przy trumnie zmarłego poczet sztandarowy wystawił Górnik Zabrze i Ruch Chorzów, dwa zantagonizowane kluby. Chór "Rezonans Con Tutti" pożegnał go ulubioną arią "Niewolnicy" z opery "Nabucco" Verdiego.
Kim był "Bolek" Niesyto? Jego osobę można rozpatrywać z różnych perspektyw. Jako najukochańszego brata i wujka, wspaniałego przyjaciela i kolegę, wychowawcę młodzieży, kompetentnego i szanowanego przełożonego, wielkiego działacza w wielkim klubie, "rzecznika tysiąclecia" wspaniałego klubu, a także wiarygodnego współpracownika mediów. Osobiście chciałbym zwrócić uwagę na Zmarłego, jako na Człowieka. Człowieka prawego i wielkiego serca, rzadko spotykanej życzliwości i dobroci, udzielającego pomocy wszystkim potrzebującym, wszystkim Go o to proszącym. Ratował ludzi w beznadziejnych sytuacjach. Potrafił podtrzymać na duchu załamanych, sam wyciągał pomocną dłoń do potrzebujących. Kto choć raz zetknął się z "Bolkiem" był zauroczony jego życzliwością i rozwagą, elegancją i prostotą, ogromną wiedzą sportową i muzyczną. Był chodzącą encyklopedią sportu i savoir-vivre'u. Wielu młodych piłkarzy i ludzi zawdzięcza mu swoje wykształcenie i pozycję życiową. Był niezmiernie opiekuńczy dla tych, których spotkało jakieś nieszczęście. W każdym szukał dobrych cech. Promował ludzi zdolnych. Należał do elity miasta Zabrze i do elity działaczy piłkarskich Polski. Można by wyliczać jego sukcesy, ale człowiek to więcej niż jego osiągnięcia. Ważna była jego wielkoduszność, koleżeńskość, niezawodna przyjaźń.
Nie tylko rodzina, ale cała społeczność miasta Zabrza, polskie środowisko piłkarskie, sportowe, przyjaciele i koledzy pożegnali 10 lat temu Człowieka wielkiego formatu, skarb wyjątkowy, bez reszty oddany swojemu Górnikowi i sportowi. Pozostaje stale w naszej pamięci i modlitwach.
Prezes Honorowy KS Górnik Zabrze
Dr N. Med. Zygfryd Wawrzynek
Aufgrund eingeschränkter Benutzerrechte werden nur die Namen und (falls vorhanden) Vorschau-Grafiken der Dateianhänge angezeigt Jetzt anmelden!
Wielki człowiek w wielkim klubie
"'Bolek' to Górnik, Górnik to 'Bolek'" - mawiali przyjaciele o Janie Niesyto. W 10. rocznicę jego śmierci przypomnijmy sobie kim był "rzecznik 1000-lecia".
Kiedy przy okazji zakładania szkółki piłkarskiej "Gwarek", prezes Górnika pierwszy raz zaprosił "Bolka" do siebie, doszło do pamiętnego zakładu z Hubertem Kostką.
- Dla mnie Górnik to świątynia. Pierwszy raz nie wejdę tam w butach - powiedział do byłego już wówczas bramkarza biało-niebiesko-czerwonych.
- Wygłupiasz się. Wiem, że jesteś sentymentalny, ale bez przesady... - odparł Kostka.
- Hubert, dla Ciebie to jest tylko klub, ale nie dla mnie - upierał się przy swoim Niesyto.
- Bolek, możemy się założyć, że nie zdejmiesz butów.
I Kostka przegrał zakład. "Bolek" stanął przed drzwiami, zdjął buty i dopiero wtedy przekroczył próg. W klubie zapanowała konsternacja. Widząc zdziwione miny, powiedział więc: - Panowie wszedłem do świątyni. Różnie toczyły się potem losy Górnika, ale do końca życia zdania nie zmienił.
Więcej wspomnień o życiu "Bolka" można znaleźć w encyklopedii http://blog.wikigornik.pl/194/bolek/. Gorąco zachęcamy do lektury!
Władysław Herczyk: Zaczęło się od Romy
Dla Władysława Herczyka, właściciela salonu i serwisu Mitsubishi w Zabrzu, Górnik to coś więcej, niż klub piłkarski. Jego miłość do Górnika rozkwitła ponad 40 lat temu, gdy z trybun Stadionu Śląskiego mógł dopingować zabrzan w pucharowej potyczce z Romą.
Zanim słynny klub włoski zagrał na Stadionie Śląskim, Górnik był Pana ulubionym klubem?
- Żyję na tym świecie już ponad 60 lat i od dziecka kibicowałem Górnikowi. A co do tego meczu z Romą, to przyjechałem do Chorzowa z Cieszyna i byłem pod wielkim wrażeniem tego widowiska. Na trybunach sto tysięcy ludzi i wielkie rzeczy na murawie. Ostatecznie było 2:2, po dogrywce, ale w Strasburgu, gdzie graliśmy trzecie spotkanie, Górnik przeszedł Romę. Tam o awansie decydował rzut monetą i cała Polska cieszyła się z tego awansu do finału Pucharu Zdobywców Pucharów.
Teraz, już jako partner biznesowy Górnika, a wcześniej członek "Partner 100", bywa Pan bardzo często w klubie i na meczach, mając możliwość poznania dawnych gwiazd Górnika. Tych, którym kibicował Pan jako młody człowiek.
- Wtedy kapitanem Górnika był Staszek Oślizło, który wygrał losowanie z Romą i dzięki temu awansowaliśmy do finału. Teraz znam bliżej Staszka i wielu innych wielkich graczy. Takich jak chociażby Janek Banaś, Zygmunt Anczok czy Henryk Latocha. Kiedyś nawet nie przypuszczałem, że będą moimi kolegami, że będę miał okazję do bezpośredniego z nimi kontaktu. Dla mnie to wielka przyjemność, że mogę z nimi rozmawiać, wymieniać się poglądami oraz wspomnieniami
W najbliższą niedzielę zabrzanie inaugurują rundę wiosenną meczem z Legią. Jakie ma Pan oczekiwania, jeśli chodzi o wiosenne występy zabrzan?
- Na pewno nie będzie to łatwa runda dla Górnika, ale ja wierzę w ten zespół. Oczywiście, bardzo mi zależy na tym, by drużyna rozpoczęła sezon od wygranej z Legią, ale to będzie niezwykle ciężkie zadanie. Dobry start to duży handicap, jeśli chodzi o rozpoczęcie sezonu, a wygrana z Legią byłaby wspaniałym prezentem dla kibiców.
Może się Pan pochwalić kolejnym sukcesem jako dobroczyńca drużyny oldbojów Górnika. Jak wypadł zespół "Górnika Mitsubishi" w Halowych Mistrzostwach Polski Oldbojów, które odbyły się w Zawierciu?
- Zdobyliśmy mistrzostwo Polski i to już nasz czwarty tytuł. Bardzo się cieszę z tego sukcesu, ale martwi mnie to, ze coraz trudniej zmontować ekipę składającą się z byłych graczy Górnika. W Zawierciu grał tylko jeden człowiek związany z zabrzańskim klubem, chociaż zespół grał pod szyldem Górnika. To był Tomek Dragan, który miał tylko krotki epizod w Zabrzu. Teraz trzeba się zastanowić nad nową formułą, jak wykorzystać ogromny potencjał tkwiący w byłych zawodnikach Górnika Zabrze.
75-urodziny Jana Kowalskiego
15 lutego 1937 roku urodził się Jan Kowalski, znakomity piłkarz i trener Górnika. W dniu urodzin złożyliśmy jubilatowi najserdeczniejsze życzenia!
Panu Janowi Kowalskiego życzyliśmy przede wszystkim zdrowia. - Niczego więcej mi nie potrzeba. Zdrowie jest najważniejsze - dziękował "Katlik". - Jeśli forma dopisze, to mam nadzieję, że dożyję 15. tytułu mistrza Polski i zobaczę Wielkiego Górnika grającego na zmodernizowanym stadionie.
Jak na razie jednak pan Jan martwi się o formę podopiecznych trenera Adama Nawałki. - Liczę jednak, że pokażą charakter i będą walczyć do końca - mówił z nadzieją w głosie członek "Klubu Ambasadora Górnika Zabrze", który tradycyjnie pojawi się w najbliższą niedzielę na Roosevelta na meczu z Legią Warszawa.
Przypomnijmy, Jan Kowalski grał w Górniku w 1956 roku i w latach 1959-1967. Wystąpił w 145 meczach i zdobył 5 goli. Swoją postawą przyczynił się do zdobycia siedmiu tytułów mistrza Polski (1959, 1961, 1963, 1964, 1965, 1966, 1967) i Pucharu Polski w 1965 roku. Zagrał w 10 spotkaniach reprezentacji Polski. Po zakończeniu kariery na boisku pięciokrotnie pełnił funkcję trenera trójkolorowych. Od wielu lat związany jest również z Szkolnym Klubem Sportowym Gwarek Zabrze.
Aufgrund eingeschränkter Benutzerrechte werden nur die Namen und (falls vorhanden) Vorschau-Grafiken der Dateianhänge angezeigt Jetzt anmelden!
Zygmunt Anczok wierzy w Michała Zielińskiego
Znakomity przed laty obrońca Górnika Zabrze, Zygmunt Anczok porównuje dawne mecze Górnika z Legią do… Gran Derbi, czyli słynnych potyczek Realu z Barceloną. Dla Anczoka polski ligowy klasyk jest równie ekscytujący, jak Wielkie Derby Europy.
Mecze dawnego, niezwykle mocnego Górnika z Legią, to był prawdziwy ligowy klasyk. Teraz ranga tych meczów nieco podupadła, ale i tak elektryzuje fanów futbolu. W najbliższą niedzielę na Roosevelta przyjeżdża właśnie Legia.
- I bardzo się cieszę, że na inaugurację rundy wiosennej czeka kibiców Górnika tak ciekawe spotkanie. W moich czasach reprezentacja Polski opierała się wyłącznie na Legii i Górniku, tylko te dwa kluby dawały graczy do kadry. Czasami doskoczył ktoś z Ruchu czy też innego zespołu. Nic dziwnego, że jak spotykaliśmy się na zgrupowaniach kadry, to bardzo dużo mówiło się o meczach Legii z Górnikiem. Przegrany rumienił się ze wstydu, poza tym musiał wysłuchiwać sporej ilości żartów na temat swojego klubu. W tamtym czasie to były mecze na miarę obecnych derbów Europy, czyli spotkań Barcelony z Realem. Naprawdę, poziomem sportowym nie odstawaliśmy od najlepszych klubów Europy.
Najciekawsze wspomnienia z ligowych klasyków to… ?
- Gdybym miał sięgnąć pamięcią to jednego meczu, który utkwił mi w głowie na całe życie, to trudno byłoby taki znaleźć. Chyba, że przegrane spotkanie w Zabrzu, w którym Kaziu Deyna kręcił nami niemiłosiernie. Na trybunach stadionu Górnika 25 tysięcy ludzi, a on robił z nami co chciał. Legia wygrała łatwo, zaś Deyna strzelił nam pięknego "rogala" z rzutu wolnego. Nasi kibice przyjęli go mało sympatycznie, oni zresztą zawsze gwizdali na Deynę. Na Śląsku, ale i poza tym regionem, Kaziu i cała Legia mieli przekichane. Nie wiem, skąd się to wzięło, może z tego, że Legia wszystkich najlepszych zawodników brała do wojska. Grał u nich Ernest Pohl, ale nie udało im się skoszarować Włodka Lubańskiego. Kibice zapamiętali te nieuczciwe metody i wyzywali z trybun warszawski zespół.
W niedzielnym meczu atmosfera na trybunach może być gorąca, ale nic nie wskazuje na to, by gracze Legii mieli wysłuchać takiej burzy gwizdów, jak kiedyś Kazimierz Deyna.
- Zobaczymy, jak będzie, ja mam nadzieję, ze kibice obejrzą fajne, emocjonujące spotkanie i wygra Górnik. A jeśli chodzi o ocenę aktualnych możliwości zabrzańskiej drużyny to nie mam za dużej wiedzy w tym temacie. Z nowych graczy znam bliżej Michała Zielińskiego. To bardzo szybki napastnik, który strzelił ostatnio bramkę Górnikowi, gdy grał w barwach Korony Kielce. To synek ze Śląska, kibic Górnika, więc sobie poradzi. To z nim obrona Legii może mieć najwięcej roboty.
To będzie ligowy klasyk numer 108, a obejrzy go tylko 3 tysiące kibiców. Taka jest obecnie pojemność przebudowywanego stadionu Górnika. Pan miał niezwykłą przyjemność zagrać w świątyni brazylijskiego futbolu w asyście… 200 tysięcy widzów. Jak taka masa ludzi pomieściła się na Maracanie?
- To była prawda, trybuny starej Maracany były tak wysokie, sięgające niemal do nieba, że tych kibiców mogło być ponad 200 tysięcy. Reprezentacja Polski, w której grałem przegrała z Brazylią Pelego i Garrinchy 1:2, a ja zastanawiałem się, co widzieli ci kibice, którzy siedzieli bardzo wysoko na górnej trybunie. Część z nich miała lornetki, albo małe radyjka tranzystorowe, w których leciała bezpośrednia relacja z meczu. Tych górnych trybun na Maracnie już nie ma, one zostały zlikwidowane ze względu na bezpieczeństwo. Łatwo było z nich spaść kilkadziesiąt metrów w dół.
Nie ma Pan szczególnej pamiątki z Maracany, natomiast posiada cenny "drobiazg" z meczu na moskiewskich "Łużnikach", gdzie zagrał Pan w meczu reprezentacji świata.
- To piłka z tego spotkania, w którym reprezentacja świata grała przeciwko ekipie ZSRR, by uczcić zakończenie kariery słynnego bramkarza Lwa Jaszyna. Akurat miałem to szczęście, że na koniec meczu piłka spadła obok mnie i już jej nie oddałem, chociaż sędzia chciał mi ją odebrać na siłę. Ale miałem "ochroniarzy" w osobach Franza Beckenbauera i Bobby'ego Charltona, którzy otoczyli mnie wianuszkiem i zasłonili przed wściekającym się arbitrem. Teraz tę piłkę oglądają w domu moje wnuki.
Aufgrund eingeschränkter Benutzerrechte werden nur die Namen und (falls vorhanden) Vorschau-Grafiken der Dateianhänge angezeigt Jetzt anmelden!
Historia spotkań Górnika z Legią Warszawa
Już po raz 108. zagrają ze sobą w niedzielny wieczór drużyny Górnika Zabrze i Legii Warszawa. Dotychczasowy bilans spotkań jest korzystny dla Legii, która wygrała 42 spotkania, a Górnik 39. Zanotowano także 26 remisów.
23 marca 1956 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 3:1 (0:1)
Bramka dla Górnika: Czech 24'
12 sierpnia 1956 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 3:2 (1:2)
Bramki dla Górnika: Szalecki 45', Fojcik 56' oraz Olejnik 67'
31 marca 1957 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 1:2 (1:1)
Bramki dla Górnika: Czech 29' oraz Lentner 71’'
21 sierpnia 1957 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 3:2 (3:2)
Bramki dla Górnika: Fojcik 29', Olejnik 39' oraz Jankowski 42'
4 maja 1958 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 3:2 (1:2)
Bramki dla Górnika: Kostniak (sam.) 10 sek. (sic!) oraz Lentner 32'
24 sierpnia 1958 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 4:0 (3:0)
1:0 - Gawlik 15'
2:0 - Jankowski 24'
3:0 - Fojcik 42'
4:0 - Gawlik 70'
10 maja 1959 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 1:2 (1:1)
Bramki dla Górnika: Kowal (k.) 37' oraz Kowalski 84'
4 października 1959 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:0 (1:0)
1:0 - Pol 8'
20 marca 1960 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 4:2 (2:1)
Bramki dla Górnika: Lentner 44' oraz Pol 90'
22 lipca 1960 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2:0 (0:0)
1:0 - Lentner 67'
2:0 - Lentner 72'
9 kwietnia 1961 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 5:1 (1:1)
Bramki dla Górnika: Pol 24', 71', 72', 84' oraz Jankowski 81'
13 sierpnia 1961 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 1:1 (0:1)
Bramka dla Górnika: Musiałek 20'
6 maja 1962 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 4:1 (4:1)
Bramki dla Górnika: Szołtysik 6' i 30' oraz Gawlik 26' i 40'
16 czerwca 1962 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:0
21 października 1962 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 1:4 (1:1)
Bramki dla Górnika: Wilczek 36' i 51' oraz Musiałek 59' i 85'
26 maja 1963 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 3:0 (1:0)
1:0 - Szołtysik 27'
2:0 - Pol 63'
3:0 - Musiałek 77'
19 października 1963 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 2:0 (2:0)
3 czerwca 1964 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszwa 5:0 (3:0)
1:0 - Lubański 15'
2:0 - Wilczek 21'
3:0 - Lubański 27'
4:0 - Pol 51'
5:0 - Pol (k.) 53'
4 października 1964 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 5:2 (2:2)
Bramki dla Górnika: Musiałek 20' oraz Lentner 21'
29 maja 1965 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 3:0 (1:0)
1:0 - Pol 16'
2:0 - Lentner 53'
3:0 - Wilczek 86'
5 września 1965 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:1 (0:1)
Bramka dla Górnika: Lubański 88'
17 kwietnia 1966 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:2 (0:0)
0:1 - Lubański 46'
0:2 - Lubański 72'
3 sierpnia 1966 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:4 (0:2)
Bramka dla Górnika: Wilczek 76'
19 marca 1967 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 1:0 (1:0)
22 października 1967 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2:1 (1:0)
Bramki dla Górnika: Olek 19' oraz Lubański 49'
13 czerwca 1968 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:0
25 sierpnia 1968 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2:0 (1:0)
1:0 - Lubański 14'
2:0 - Lubański 66'
23 maca 1969 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 1:2 (0:1)
Bramki dla Górnika: Wilczek 20' oraz Lubański 77'
23 sierpnia 1969 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:2 (0:2)
Bramka dla Górnika: Musiałek 59'
31 maja 1970 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 2:1 (0:0)
Bramka dla Górnika: Wilczek 79'
8 listopada 1970 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 3:1 (1:1)
Bramki dla Górnika: Lubański 6', Niedziółka (sam.) 61' oraz Skowronek (k.) 65'
16 czerwca 1971 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:2 (0:0)
0:1 - Wilim 52'
0:2 - Wilim 88'
14 sierpnia 1971 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 1:1 (0:1)
Bramka dla Górnika: Skowronek 9'
22 kwietnia 1972 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:2 (1:0)
Bramka dla Górnika: Szołtysik 26'
19 listopada 1972 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 1:4 (1:1)
Bramki dla Górnika: Szarmach 43' i 50' oraz Banaś 53' i 85'
20 czerwca 1973 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2:1 (2:0)
Bramki dla Górnika: Szarmach 8' i 44'
27 października 1973 r.
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 0:1 (0:0)
21 kwietnia 1974 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 3:1 (0:0)
Bramka dla Górnika: Szarmach 72'
24 listopada 1974 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 2:1 (1:1)
Bramka dla Górnika: Szarmach 44'
15 czerwca 1975 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 0:5 (0:0)
28 września 1975 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 1:3 (1:2)
Bramki dla Górnika: Szarmach 1' i 67' oraz Lazurowicz 31'
17 kwietnia 1976 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:2 (1:1)
Bramka dla Górnika: Szarmach 14'
18 września 1976 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2:2 (1:1)
Bramki dla Górnika: Deja 23' oraz Gzil 76'
3 kwietnia 1977 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:1 (0:0)
0:1 - Radecki 68'
15 października 1977 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 1:0 (1:0)
5 marca 1978 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:1 (0:0)
Bramka dla Górnika: Szymura 80'
25 sierpnia 1979 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 2:0 (0:0)
12 kwietnia 1980 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 0:0
30 sierpnia 1980 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:1 (0:0)
Bramka dla Górnika: Szymura 56'
1 kwietnia 1981 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 2:1 (0:0)
Bramka dla Górnika: Dolny 58'
5 września 1981 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 1:0 (0:0)
31 marca 1982 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:1 (1:0)
Bramka dla Górnika: Dolny 36'
15 sierpnia 1982 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2:2 (1:1)
Bramki dla Górnika: Koźlik 4' oraz Socha (k.) 90'
26 marca 1983 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 6:0 (3:0)
5 listopada 1983 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:0 (1:0)
1:0 - Komornicki 45'
10 czerwca 1984 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:1 (0:1)
0:1 - Dankowski 4'
19 sierpnia 1984 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:0
23 marca 1985 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 3:1 (2:1)
Bramki dla Górnika: Cyroń 18', Zgutczyński (k.) 34' oraz Klemenz 75'
12 października 1985 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 4:1 (2:1)
Bramka dla Górnika: Urban 25'
12 kwietnia 1986 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 3:0 (1:0)
1:0 - Majka 13'
2:0 - Urban 54'
3:0 - Urban 79'
10 września 1986 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 3:4 (2:3)
Bramki dla Górnika: Dankowski 26', Urban 27' oraz Pałasz (k.) 85'
18 kwietnia 1987 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:0
26 sierpnia 1987 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:1 (0:1)
0:1 - Urban 19'
2 kwietnia 1988 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:1 (0:1)
Bramka dla Górnika: Urban 90'
6 listopada 1988 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2:1 (0:0)
Bramki dla Górnika: Urban (k.) 56' i 62'
17 czerwca 1989 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 3:2 (1:2)
Bramki dla Górnika: Urban 6' oraz Cyroń 35'
2 sierpnia 1989 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:1 (0:1)
Bramka dla Górnika: Rzepka 50'
10 marca 1990 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:0
4 sierpnia 1990 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 3:1 (1:0)
Bramki dla Górnika: Zagórski 31', Warzycha (k.) 50' oraz Koseła 64'
16 marca 1991 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:1 (0:0)
0:1 - Jegor 61'
6 października 1991 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:0
24 maja 1992 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:0 (0:0)
1:0 - Agafon 50'
2 września 1992 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 0:3 (0:1)
10 kwietnia 1993 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 1:0 (1:0)
21 listopada 1993 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2:1 (2:1)
1:0 - Jegor 9'
2:0 - Kubik (k.) 35'
2:1 - Grzesiak 42'
15 czerwca 1994 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 1:1 (0:1)
0:1 - Szemoński 41'
1:1 - Fedoruk 70'
5 października 1994 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 2:0 (0:0)
1:0 - Podbrożny 61'
2:0 - Fedoruk 84'
6 maja 1995 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 0:1 (0:1)
0:1 - Mięciel 20'
27 sierpnia 1995 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 1:0 (0:0)
1:0 - Podbrożny 58'
6 kwietnia 1996 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 3:2 (2:0)
1:0 - Szemoński 17'
2:0 - Nosal 43'
2:1 - Pisz 67'
2:2 - Pisz 75'
3:2 - Koseła (k.) 90'
31 lipca 1996 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2:3 (0:2)
0:1 - Zieliński 7'
0:2 - Solnica 35'
0:3 - Mięciel 57'
1:3 - Udebuluzor 77'
2:3 - Udebuluzor 79'
5 marca 1997 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 2:0 (1:0)
1:0 - Sokołowski I 36'
2:0 - Mosór 74'
9 sierpnia 1997 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 4:0 (2:0)
1:0 - Sokołowski I 26'
2:0 - Mięciel 34'
3:0 - Włodarczyk 58'
4:0 - Czykier 79'
7 marca 1998 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2:0 (2:0)
1:0 - Kuźba 28'
2:0 - Kuźba 35'
18 października 1998 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:1 (0:0)
0:1 - Sobczak 90'
15 maja 1999 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:0 (1:0)
1:0 - Wiśniewski 9'
24 lipca 1999 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2:2 (2:1)
1:0 - Rocki 2'
1:1 - Karwan 16'
2:1 - Kolasa 25'
2:2 - Sawicki 61'
11 marca 2000 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:0
19 sierpnia 2000 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 1:1 (0:0)
1:0 - Giuliano 60'
1:1 - Szemoński 68'
14 kwietnia 2001 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:0 (0:0)
1:0 - Kaondera 56'
23 sierpnia 2002 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2:3 (1:2)
0:1 - Majewski 23'
0:2 - Svitlica 26'
1:2 - Niedzielan 29'
2:2 - Kompała (k.) 56'
2:3 - Magiera 78'
5 kwietnia 2003 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:0
26 września 2003 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2:2 (1:1)
0:1 - Svitlica 7'
1:1 - Bukalski (k.) 20'
2:1 - Sikora 50'
2:2 - Svitlica 90'
25 kwietnia 2004 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 2:0 (1:0)
1:0 - Sokołowski I 12'
2:0 - Saganowski 70'
20 października 2004 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 2:1 (2:0)
1:0 - Jóźwiak 37'
2:0 - Kiełbowicz 43'
2:1 - Chałbiński 50'
4 maja 2005 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 0:0
19 listopada 2005 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 3:2 (3:0)
1:0 - Janczyk 40'
2:0 - Włodarczyk (k.) 44'
3:0 - Włodarczyk 45'
3:1 - Wiśniewski 76'
3:2 - K. Król 90'
10 maja 2006 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 0:1 (0:1)
0:1 - Włodarczyk 14'
26 sierpnia 2006 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 3:2 (2:0)
1:0 - Choto 5'
2:0 - Włodarczyk 10'
3:0 - Edson 53'
3:1 - Moskal 76'
3:2 - Prokop (k.) 90'
7 kwietnia 2007 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:0 (0:0)
1:0 - Andraszak 70'
5 sierpnia 2007 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 0:3 (0:1)
0:1 - Radović 45'
0:2 - Roger (k.) 51'
0:3 - Edson 86'
8 grudnia 2007 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 2:0 (1:0)
1:0 - Chinyama 3'
2:0 - Rybus 87'
31 sierpnia 2008 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 0:3 (0:2)
0:1 - Chinyama 19'
0:2 - Szałachowski 40'
0:3 - Roger 71'
20 marca 2009 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 0:0
31 października 2010 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 2:1 (0:0)
0:1 - Sikorski 53'
1:1 - Radović 88'
2:1 - Mezenga 90'
10 maja 2011 r.:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 1:1 (0:0)
0:1 - Wawrzyniak 59'
1:1 - Sikorski 90'
12 sierpnia 2011 r.:
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 3:1 (1:0)
1:0 - Ljuboja 7'
1:1 - Zahorski 52'
2:1 - Radović 75'
3:1 - Ljuboja 90'
Ogółem rozegrano 107 spotkań, z czego:
- zwycięstwa Górnika: 39
- remisy: 26
- zwycięstwa Legii: 42
Stosunek bramek: 142-148 na korzyść Legii.
Urodził się w Warszawie, dzisiaj stawia na wygraną Górnika Zabrze
- Widziałem Górnik na obozie w Turcji. Bardzo mi się podobała gra zabrzan. Był to zespół przede wszystkim mocny w ofensywie. Dzisiaj stawiam na zwycięstwo gospodarzy - mówi Dariusz Dźwigała.
Jak "lubi się" zespoły z Warszawy na Śląsku, wszyscy dobrze wiedzą. Są jednak ludzie z tego miasta, którzy mają szacunek wśród kibiców. Takim człowiekiem jest na przykład Dariusz Dźwigała, wychowanek stołecznego Drukarza, który zdecydował się na grę w Górniku Zabrze. I nie żałuje.
- Nie miałem żadnych obaw przychodząc do Górnika. Zawsze tratowałem ten klub jako wizytówkę polskiej piłki. Byłem dumny, że dostałem taką propozycję. W dodatku na tyle mi zaufano, że w pierwszych wyborach na kapitana byłem na drugim miejscu. Bodajże za Arkiem Kampką. Później zostałem kapitanem. Dla warszawianina to duże wyróżnienie - wspomina swoje początki na Śląsku Dźwigała.
Wielu zawodników spoza naszego regionu chwali sobie klimat, jaka panuje w śląskich szatniach. Nie inaczej było w Górniku. - Mieliśmy wspaniałą atmosferę. Zostałem bardzo dobrze przyjęty przez kibiców. Wspominam ten okres bardzo fajnie. Spotkałem tam życzliwych ludzi. Na temat pobytu w Zabrzu mogę wypowiadać się w samych superlatywach - podkreśla drugi trener Jagiellonii Białystok.
W szatnie nie obyło się bez docinek na temat pochodzenia pomocnika... Kto szczególnie dał się we znaki? - Przede wszystkim Jacek Wiśniewski, który słynie z poczucia humoru. On mi i Piotrkowi Rockiemu dogryzał, że jesteśmy gorole, ale były to sympatyczne żarty. Zresztą to działało w dwie strony, bo my tak samo żartowaliśmy z Jacka. Była tam fajna grupa ludzi - Kamil Kosowski, Grzesiu Lekki, Adaś Kompała, Piotrek Gierczak. Mieliśmy naprawdę zgrany zespół - przyznaje.
Atmosfery nie psuła nawet pusta klubowa kasa. - Trafiłem na moment, kiedy w Górniku się nie przelewało, ale to był jeden z nielicznych klubów w Polsce, w jakim grałem, w którym prezes co do dnia regulował warunki kontraktu. Chylę czoła przed Stanisławem Płoskoniem - mówi Dźwigała.
Dźwigała jak zawodnik ekipy z Roosevelta z "Wojskowymi" w lidze grał cztery razy. Przegrał tylko raz. "Trójkolorowi" z nim w składzie dwa razy wygrali (w tym raz przy Łazienkowskiej) i raz zremisowali. - Bardzo dobrze, że taka potęga jak Górnik dalej ma możliwość grania z Legią. To duża gratka dla kibiców, gdy spotykają się takie firmy. Na takie mecze nie trzeba nikogo motywować. Ani fanów, ani piłkarzy - zaznacza nasz rozmówca.
- Widziałem Górnik na obozie w Turcji. Bardzo mi się podobała gra zabrzan. Jest tam pomysł, sporo młodzieży. Był to zespół przede wszystkim mocny w ofensywie. Legia też mi zaimponowała w spotkaniu ze Sportingiem Lizbona. Była zdecydowanie lepszą drużyną, ale szwankowała skuteczność. Mój typ na dzisiejszy mecz? Stawiałbym na zwycięstwo gospodarzy - kończy Dźwigała.
Zwycięstwo Górnika po pięciu latach przerwy
Górnik przerwał dziś długą serię meczów z Legią bez wygranej. Zabrzanie po raz ostatni pokonali drużynę Legii... w 2007 roku. Wtedy jedynego gola meczu strzelił Rafał Andraszak, zaś w składzie grali m.in. tacy piłkarze jak Artur Prokop, Jacek Paszulewicz czy Sławomir Jarczyk. W tamtym spotkaniu Górnik kończył mecz w dziesiątkę, bo czerwona kartkę zobaczył Piotr Madejski.
Aż pięć lat zabrzanie musieli czekać na kolejny ligowy sukces. W międzyczasie rozegrano siedem meczów w ekstraklasie, z których Legia aż pięć wygrała, dwa zakończyły się remisami.
Z Legią poradzili sobie bez dzwonka
Pewnie niektórzy widzowie meczu z Legią mieli wrażenie, że na Roosevelta czegoś w niedzielny wieczór jednak brakowało. To prawda. Znany w całym kraju kibic Górnika Stanisław Sętkowski przyszedł na mecz bez charakterystycznego dzwonka!
Zanim jednak dowiecie się dlaczego sławnego dzwonka zabrakło, warto byście poznali jego historię...
Stanisław Sętkowski, najwierniejszy kibic Górnika, pochodzi z Częstochowy, gdzie jako dziecko uczęszczał do szkoły podstawowej, a jako ministrant służył do Mszy na Jasnej Górze. Jego dobry kolega został później księdzem. - Kilka, może kilkanaście lat temu zadzwonił do mnie, bo widział mnie w telewizji. Akurat była relacja z meczu Górnika, a ja dzwoniłem starym, malutkim dzwonkiem. Powiedział, że ma lepszy, większy i że chętnie mi go podaruje - tłumaczy popularny "Leon", który praktycznie nie opuszcza żadnego meczu swojego ukochanego klubu.
Dlaczego zabrakło charakterystycznego dzwonienia w trakcie meczu z Legią? - Kilka dni wcześniej byłem na meczu piłkarzy ręcznych, oczywiście z dzwonkiem. Po meczu, kolega podrzucił mnie do domu samochodem, ale przez przypadek zostawiłem dzwonek w aucie. Przywiózł mi go, ale dopiero w poniedziałek. Ale byłem zły... - rozkłada bezradnie ręce pan Stanisław.
Nie ma jednak obaw, by "Smolenia" i jego dzwonka zabrakło w Bełchatowie. - Mam już zarezerwowane miejsce w samochodzie u dyrektora Maja. Liczę, że chłopaki zagrają tak jak z Legią i znów będziemy się cieszyć z punktów - kończy z optymizmem. Sętkowski obiekt w Bełchatowie zna doskonale. W trakcie poprzedniej wizyty w tym mieście "Leon" robił furorę w sektorze rodzinnym GKS-u, gdzie był oblegany przez dzieci i chętnie pozował do zdjęć. Oczywiście z dzwonkiem.
Aufgrund eingeschränkter Benutzerrechte werden nur die Namen und (falls vorhanden) Vorschau-Grafiken der Dateianhänge angezeigt Jetzt anmelden!
Józef Wandzik: Cieszę się, że Górnik o mnie pamięta
Znakomity bramkarz Górnika Zabrze Józef Wandzik od 22 lat mieszka i pracuje w Grecji, gdzie z sukcesami bronił barw Panathinaikosu Ateny. Nie zapomina jednak o zabrzańskim klubie, który nadal nosi w swoim sercu.
- Bardzo się cieszę, że Górnik pamięta o mnie i zaprasza na stadion. Przeżyłem na nim wiele pięknych chwil i będę o nich pamiętał do końca życia - mówi oficjalnej stronie Górnika Wandzik, który między słupkami zabrzańskiej bramki rozegrał 140 spotkań ligowych. Z kolei w reprezentacji Polski zaliczył 52 mecze. Co aktualnie porabia wychowanek małego klubu Rodło Górniki? - Teraz mamy z Krzyśkiem Warzychą Akademię Piłkarską. Prowadzę też swoją akademię bramkarską w innej dzielnicy Aten. Wynajdujemy i szkolimy młode talenty. Wcześniej pracowałem w znanych greckich klubach, takich jak Kallithea, czy też Levadiakos. Poza tym jestem zastępcą szefa promocji firm oferujących sprzęt sportowy: "Admiral" i "Robbe de Kappa" - wylicza Wandzik, który - mimo nawału zajęć - znajduje także czas dla Górnika.
- Oczywiście, że cały czas interesuję się zabrzańskim klubem, śledzę jego losy, mecze ligowe. Po bardzo udanym starcie wiosennym, wygranej z Legią, widzę ciekawe perspektywy dla Górnika. W bramce jest młody Łukasz Skorupski, o którym słyszałem wiele dobrego. Na pewno latem będę w Polsce i bardzo chętnie wpadnę na stadion, spotkam się z kibicami i władzami klubu - zapewnia pan Józef, który stanowi wzór dla młodego pokolenia greckich bramkarzy.
Aufgrund eingeschränkter Benutzerrechte werden nur die Namen und (falls vorhanden) Vorschau-Grafiken der Dateianhänge angezeigt Jetzt anmelden!
BALU, BĘDZIEMY PAMIĘTAĆ
Odszedł Henryk Bałuszyński. Wzmianka o jego śmierci nie pojawi się być może nawet w serwisach sportowych ogólnopolskich telewizji, ale dla wielu z nas jest to KTOŚ. I będzie go zwyczajnie brakować, zwłaszcza tym, którzy są aktywni, którzy lubią działać. Bo taki też właśnie był popularny “Balu”.
Henryk Bałuszyński grając w Górniku Zabrze, w Vfl Bochum, czy też w reprezentacji Polski dostarczał kibicom wielu emocji. Pomimo, że był napastnikiem, nigdy jednak nie pchał się na pierwsze strony gazet. W mediach nie był wybijającą się postacią, nie wygłaszał kontrowersyjnych tez. Nie zabiegał o szum, ale nie bał się mówić tego, co myśli. Pamiętam jak w połowie ubiegłego roku powiedział mi – Znam media w Niemczech. Trener Smuda tam dostałby trochę więcej czasu. U nas po jednym słabym meczu wszyscy chcą go zwalniać, po meczu dobrym wszyscy go wychwalają pod niebiosa. Trochę cierpliwości i spokoju – apelował do kamery analizując sytuację reprezentacji.
Jak na gracza, który zrobił za granicą karierę był człowiekiem wyjątkowo spokojnym, który do swoich osiągnięć podchodził z dystansem. Tak jakby wiedział, że to wszystko: podania, strzały, bramki – to wszystko jest bardzo ważne, ale nie najważniejsze.
Po powrocie do kraju pomagał m. in. Gwieździe Chudów. Malutka mieścina, dla niektórych raj na ziemi, sportowcy lubiący “żyć na całego” pewnie by tam nie wytrzymali ani jednego dnia. Bałuszyński był tam trenerem, sponsorem, człowiekiem – orkiestrą. Tam właśnie się realizował. Nie w wielkim klubie, ale maluteńkim klubiku, gdzie pracy nigdy nie brakowało.
Balu był człowiekiem czynu, takim, który nie potrafił bezczynnie wysiedzieć w miejscu przez pół godziny. Uwielbiał coś robić.
Pamiętam jak byłem w Chudowie na turnieju na cześć Piotra Kanclerza. Byłego kierownika reprezentacji Polski, który zginął w wypadku samochodowym w 2005 roku. W dużej mierze udało się się to wszystko przeprowadzić dzięki Bałuszyńskiemu. To on zabiegał o rozgłos wśród mediów, to on czuwał nad sprawną organizacją całych zawodów. I powtarzał. – To był fantastyczny człowiek, który zasługuje na taki turniej. Warto o nim pamiętać – mówił. Tak jakby chciał powiedzieć, “gdyby mnie zabrakło, kontynuujcie to dalej”.
Bałuszyńskiego można było zresztą spotkać na wielu charytatywnych imprezach. Turniej Tomka Szei, turniej Piotra Kanclerza, prezentacja ukochanego Górnika Zabrze. Wszędzie gdzie można było pokopać piłkę, a został zaproszony, starał się być.
W kolejnej imprezie, gdzie będzie można pograć w piłkę, Balu już nie zagra. Ale warto by takowa została zorganizowana na JEGO cześć. Bo cytując samego Balu “to był fantastyczny człowiek, który zasługuje na taki turniej. Warto o nim pamiętać”.
Aufgrund eingeschränkter Benutzerrechte werden nur die Namen und (falls vorhanden) Vorschau-Grafiken der Dateianhänge angezeigt Jetzt anmelden!
Tak strzelał gole Henryk "Balu" Bałuszyński
Osiemnaście goli w ekstraklasie, cztery trafienia w barwach reprezentacji. Zobaczcie jak strzelał Henryk Bałuszyński.
Czwartkowa nagła śmierć Bałuszyńskiego wstrząsnęła środowiskiem piłkarskim w Polsce. Szok przeżyli też kibice Górnika Zabrze, którego "Balu" był zawodnikiem. Jeszcze kilkanaście dni temu "Balu" uczestniczył w organizowanym przez nich turnieju piłkarskim Torcida Cup, który był połączony z prezentacją zespołu z Zabrza.
Bałuszyński w Górniku występował na przełomie lat 80. i 90. W barwach klubu z Roosevelta rozegrał w ekstraklasie 109 meczów, zdobył 18 goli.
W 1994 roku w Pucharze UEFA Górnik grał z Admirą Wiedeń. W meczu z Austriakami Bałuszyński popisał się fantastycznym uderzeniem z ponad 25 metrów i pokonał bramkarza Wolfganga Knallera. Mecz zakończył się remisem 1:1. Pierwszy mecz wygrała Admira 5:2.
W czasie gry w Niemczech grał w VFL Bochum, Arminii Bielefeld, Ahlen i Babbelsbergu.
W listopadzie 1995 roku strzelił wspaniałego gola dla Bochum w wyjazdowym meczu z Arminią, wygranym 3:1. Gospodarze prowadzili, ale gol "Balu" wyrównał wynik.
Inny efektowny gol Bałuszyńskiego w Bundeslidze. Jesienią 1996 roku wykorzystał podanie Dariusza Wosza i mocnym strzałem strzelił bramkę w zwycięskim (3:1) meczu z HSV Hamburg.
W reprezentacji "Balu" rozegrał 15 spotkań i strzelił 4 bramki, debiutował 9 lutego 1994 w Santa Cruz de Tenerife w meczu z Hiszpanią (1:1).
W lutym 1996 roku w Rijece Polacy grali z Chorwatami (1:2). W 18. min Bałuszyński strzelił mocno z rzutu wolnego z ok. 30 metrów, piłka odbiła się od stojącego w murze Nikoli Jerkana i zaskoczyła Drażena Ladicia.
|
|
| 1.082 Beiträge
zitieren
| 3.094 Beiträge
| 4.189 Beiträge
Besucher
Forum Statistiken