Gazeta Wyborcza: Do przerwy dramat, potem odrabianie strat
Zabrzanie zagrali przyzwoicie tylko w drugiej połowie meczu z Lechią Gdańsk. To wystarczyło, aby nie przegrać.
Pierwsze 45 minut było w wykonaniu gospodarzy katastrofalne. Lechia, która w tym sezonie ma olbrzymie kłopoty ze zdobywaniem bramek, z łatwością przedostawała się pod pole karne Górnika. Fatalnie grała obrona śląskiego zespołu. Po błędach defensorów padły dwa gole dla gdańszczan. - W pierwszej połowie istniał praktycznie tylko jeden zespół - Lechia. O tej części spotkania moi piłkarze muszą jak najszybciej zapomnieć - oceniał Adam Nawałka, trener Górnika.
Szkoleniowiec zabrzan w przerwie ostro zrugał swój zespół. Efekt był szybszy niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry kontaktową bramkę pięknym uderzeniem szczupakiem zdobył Oleksandr Szeweluchin. To pierwsze trafienie ukraińskiego stopera w ekstraklasie. - Mam pretensje do moich zawodników o wyjście na drugą połowę. Rozmawialiśmy w przerwie, aby uspokoić grę, a dostaliśmy błyskawiczną bramkę. To nieroztropne - irytował się Paweł Janas, trener Lechii.
Gra gospodarzy wreszcie nabrała polotu. Starał się jak mógł Prejuce Nakoulma, ale gwiazdor Górnika rzadko dochodził do czystych sytuacji strzeleckich. W odpowiednim momencie błysnął jednak geniuszem. Po dośrodkowaniu Mariusza Magiery, reprezentant Burkina Faso rzucił się do piłki i - także szczupakiem - wpakował ją do bramki Lechii.
Końcówka spotkania przyniosła sporo emocji. - Stworzyliśmy sobie wiele sytuacji, ale Lechia też groźnie kontratakowała. Wynik do końca był sprawą otwartą - przyznał Nawałka.
Lechia dopiero drugi raz w tym sezonie strzeliła w jednym meczu dwa gole. - To sukces, że strzeliliśmy dwa gole, choć mogliśmy więcej, bo okazji nie brakowało - skwitował Janas.